"Istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej..."


Ryszard Kapuściński

Filipiny

Termin: 18.12 - 15.01.2019

18.12 Manila

Do Manili przylatujemy spóźnionym samolotem, a procedury na lotnisku trwają wieki przez nowy system. Po przejściu przez kontrolę paszportową czekają nas jeszcze długie kolejki po kartę SIM (firmy GO), do kantoru a na końcu po taksówkę, którą około 20 odjeżdżamy w kierunku dworca skąd jedzie autobus do Batangas. W ostatniej chwili przez włożeniem plecaków do luku bagażowego porywam bluzę, gdyż w autobusie panuje lodowaty chłód. Do portu docieramy dopiero po 23:00. Kierowca w trosce o nasze bezpieczeństwo najpierw wysadza wszystkich pasażerów a potem zawozi nas pod sam hotel (Traveler’s), który nam polecił po drodze. Informuje też żebyśmy wieczorem już nigdzie nie wychodzili sami.
Płacimy 800 pesos na pokój 2 osobowy z łazienką.

19.12 Batangas – Tablas

Po wczesnym śniadaniu w hotelu jedziemy do portu. Po odstaniu w kolejkach i szczegółowej kontroli bagażu wchodzimy do poczekalni. Tutaj okazuje się, że prom jest spóźniony o ponad 3 godziny. Biorąc pod uwagę fakt, że musieliśmy przyjechać tutaj 3 godziny wcześniej czeka nas długie oczekiwanie. Na szczęście wokół portu znajduje się parę lokalnych knajpek, w których można zjeść naprawdę smaczne, drugie śniadanie w dodatku za grosze. O 13:00 wchodzimy na prom, odszukujemy nasze łóżka i idziemy po obiad, który jest w cenie biletu (ryż,ryba).
Na Tablas docieramy dopiero po 20:00, a w ośrodku Footprint jesteśmy już naprawdę późno. Na szczęście obsługa na nas czeka i udaje nam się załapać na lekką kolację.

20.12 Tablas

Pogoda nie dopisuje więc bierzemy rano skuter i jedziemy na północ wyspy. Przejeżdżając obok miasta Calatrava, idziemy do portu. Okazuje się, że można stąd zrobić island shopping już od 600 peso za osobę do około 1500 peso/os. Niestety ze względu na pogodę zostawiamy to sobie na inny dzień. Najpierw udajemy się do wodospadów Busay Falls. Po drodze zatrzymujemy się w lokalnej knajpce na obiad. Niedaleko targu wzdłuż uliczki znajduje się kilka knajpek obok siebie z posiłkami zarówno wegetariańskimi jak i mięsnymi. Aby dotrzeć do wodospadów trzeba wyjechać za miasto. Zaraz za nim znajduje się biały most przed którym trzeba skręcić w prawo i jechać cały czas główną ścieżką. Docieramy do małego parkingu, płacimy 100 pesos za dwie osoby za wstęp i idziemy do wodospadu który jest naprawdę ładny i klimatyczny. Spotykamy tutaj dużą rodzinkę, która akurat ma lunch i częstuje nas swoimi smakołykami. Żałujemy że pogoda nie jest wystarczająco dobra na kąpiel w tym niezwykłym miejscu.

Następnym naszym przystankiem są wodospady Dulom Falls. Aby do nich dotrzeć trzeba wrócić ścieżką i jechać tak długo aż w pewnym momencie będzie wyraźna dróżka w lewo. Skręcamy w nią i jedziemy aż do zielonego budynku. Tu zostawiamy motor i idziemy dalej pieszo około 10 minut do wodospadu, do którego prowadzi mała wydeptana ścieżka przez rzekę. Wodospad mamy cały dla siebie i pomimo, ze jest to najbardziej moczny wodospad, jest pięknie.

Wracając do naszego ośrodka Footprint postanawiamy odwiedzić jeszcze wodospad Mablaran Falls, który jest około 10 minut drogi od naszego resortu i okazuje się miejscem piknikowym dla lokalnych mieszkańców.

21.12 Tablas

Rano pogoda poprawia się więc znowu wypożyczamy skuter z naszego ośrodka i jedziemy dzisiaj zwiedzić południe wyspy. Droga biegnie między palmami i polami ryżowymi, jest pięknie. W końcu docieramy na plażę Binucot, która jest długa, piękna i pusta.

Na plaży tej znajduje się ośrodek Escape Resort położony zupełnie na odludziu, idealny do wypoczynku i relaksu. Z plaży udajemy się do Loc do Fish sanktuarium. Jest to mały domek na wodzie, wokół którego znajdują się idealne warunki do snorkelingu z dużą ilością małych, kolorowych rybek. Do Fish sanctuary kursuje łódka (100 pesos za osobę). Wracając zatrzymujemy się w mieście Loc na obiad w dość popularnej tutaj knajpce Melberto's. Znajdziemy tutaj duży wybór jedzenia, a wszystko jest świeże i pyszne. Ostatnim punktem naszej wycieczki jest Aglicay Beach Resort. Kolejna, ładna i szeroka plaża (wstęp 70 peso/os), z której malownicza ścieżka prowadzi na punkt.

Do domu wracamy już po ciemku.


22.12 Tablas

Dzisiaj zostajemy w naszym wyjątkowym ośrodku i cieszymy się odrobiną słońca spacerując po pięknej plaży.

23.12 Tablas

Niestety cały dzień pada. Korzystając z chwilowych rozpogodzeń idziemy na spacer plażą aż do miasteczka San Andres (około 1 h w jedną stronę). To był nasz ostatni dzień na Tablas.

Wstajemy o 2:00 w nocy i jedziemy w deszczu około godziny do portu w San Augustin na prom na wyspę Romblon.

24.12 Romblon

W porcie okazuje się, że płynie jeszcze jeden wcześniejszy prom, na który udaje nam się zdążyć i już około 5:00 rano jesteśmy na Romblon. Pomimo tak wczesnej pory w centrum miasta zastajemy tłum ludzi, którzy właśnie wracają z porannej, wigilijnej mszy o 4:00 rano. Rozkładają się pierwsze garkuchnie, jemy więc ciepłe jeszcze śniadanie i idziemy do hotelu, wypożyczamy skuter i jedziemy na plażę Bon Bon Beach. Jest naprawdę piękna i praktycznie pusta a długi sandbar sprawia, że jest to jedna z najpiękniejszych plaż.

Następnym naszym celem jest Talipasak Beach Która jest kolejną jedną z ładniejszych plaż jakie do tej pory widzieliśmy. Wciśnięta pomiędzy skały jest oazą spokoju i piękna. Na plaży znajduje się mała restauracja należąca do ośrodka, w której można zjeść pyszny obiad i wypić najlepszy sok z mango.

Dzień kończymy zachodem słońca na Bon Bon Beach. Aż trudno uwierzyć, że na tak pięknych plażach praktycznie wszędzie jesteśmy sami.

25.12 Romblon

Rano trochę pada ale po śniadaniu wsiadamy na skuter i jedziemy dzisiaj inną drogą na południe wyspy przez sam jej środek. Natrafiamy na dwa resorty z basenami, w których można się zatrzymać za niewielką opłatą wstępu (70 pesos/os) Lamao Beach Resort i Buena Suerte Resort.
Po drodze można zobaczyć jak wydobywa się marmur, surowiec z którego słynie wyspa. Na południu w okolicy Sablayan znajduje się Kipot River wejście do rzeki po opadach deszczu jest jednak tak strome i śliskie, że nie udaje nam się zejść na sam dół. Dojeżdżamy w końcu do głównej drogi okrążającej wyspę i idziemy do wodospadów, do których prowadzi nas mieszkaniec wioski. Niewielkie, lecz bardzo urocze Libtong Falls położone w dżungli (oddalone około 10 minut spacerem od drogi) są idealnym miejscem na orzeźwienie w upalny dzień. Spotykamy tu również dzieciaki korzystające z możliwości kąpieli w tym miejscu. Wracając z wodospadów jedziemy jeszcze na plażę Talipasak, która chyba najbardziej nam się spodobała. Zostajemy tu kilka godzin i relaksujemy się na hamakach rozwieszonych pomiędzy palmami. Z plaży widać słynną Bon Bon Beach. W drodze powrotnej chcemy zobaczyć jeszcze Tiamban Beach.
Dość trudno nam ją znaleźć, gdyż oznaczenie jest dopiero po zejściu na plażę ale z pomocą jak zwykle przychodzą nam miejscowi i jadą z nami aby pokazać nam wejście. Wstęp kosztuje 40 peso za osobę ale nikt od nas nie pobiera opłaty, może ze względu na święta. Plaża jest bardzo ładna, pusta a woda czysta. Idąc do samego końca przechodzimy przez małe skały i kilka kroków dalej tuż za skałami znajduje się kolejna malutka plaża z białym, drobnym piaskiem. Jest pięknie, można tu spędzić cały dzień.

Oglądamy tu ostatnie promienie zachodzącego słońca, jest ciepło i spokojnie. Wracamy do hotelu, zostawiamy rzeczy i idziemy na miasto. Mieszkańcy dzisiaj świętują, więc w mieście odbywają się koncerty lokalnych grup muzycznych, co przyciąga całe miasteczko.

26.12 Cobrador Island hopping, Romblon

Wokół Romblon znajdują się trzy wyspy: Cobrador Island, Alad i Logbon Island, które postanowiliśmy odwiedzić podczas island hoppingu wynajęta łódką, za którą zapłaciliśmy 2000 PHP.

Zaczęliśmy od najdalej położonej wyspy Cobrador i plaży o tej samej nazwie. Plaża jest długa i zupełnie pusta, jedna z ładniejszych podczas wycieczki po wysepkach. Relaksujemy się korzystając ze słońca, bierzemy maski i snorklingujemy na pobliskiej rafie, na której pływa duża ilość kolorowych rybek.

Następnym przystankiem był Maracay Cliff jumping, skalna wysepka z wysuniętym podestem do skakania. Na wysepkę prowadzą schody, z drugiej strony podwieszona jest drabinka ułatwiająca wyjście z wody. Wokół wyspy znajduje się przyzwoita rafa koralowa z mnóstwem rozgwiazd.

Kawałek dalej widać kilka niewielkich plaż, jednak płyniemy dalej na wyspę Alad Island, której plaże chyba najmniej przypadły nam do gustu. Zatrzymujemy się tu tylko przez chwilę i lunch zabrany z miasteczka jemy na Lugbon Beach z niedużym sandbarem. Na plaży zaczęto budowę resortu jednak nadal przyjemnie jest posiedzieć w cieniu palm i popatrzeć na nietypową łątę piasku.

W drodze powrotnej zatrzymujemy się na plaży na wyspie Bang-on Island łączącej się z Bon Bon beach podczas odpływu. Plaża jest schowana między skałami i jest naprawdę cudowna. Tutaj załoga naszej łódki zrywa dla nas kokosy z palmy i pijemy najświeższy sok kokosowy.

Przed samym powrotem do portu zatrzymujemy się jeszcze na Bon Bon beach na popołudniową kąpiel i sesję zdjęciową z Filipińczykami.

27.12. Romblon

Wyspa Romblon nazywana jest stolicą marmuru i co najmniej w kilku miejscach możemy zobaczyć kamieniołomy i wydobycie kamienia wykorzystywanego głównie w budownictwie oraz tworzeniu rzeźb. Początki wydobycia tych bogatych złóż sięgają roku 1900, a ich jakość porównywalna jest to marmuru włoskiego, co stanowi o jego ogromnej wartości handlowej. Aby zobaczyć kamieniołom udajemy się skuterem krętą drogą na północ wyspy do Lio Bay. Tutaj gromadka dzieci prowadzi nas nad brzeg oceanu gdzie gotowe ogromne bloki kamienia czekają na transport.

Po drodze oglądamy jak miejscowi rzeźbiarze z gotowych mniejszych bloków marmurowych tworzą piękne figury. Droga powrotna wiedzie nas przez miasto, zatrzymujemy się jeszcze na plaży Bon Bon Beach, aby zobaczyć kolory otaczającej ją wody. Plaża jest zupełnie pusta, tylko tuż przy parkingu mieszkańcy rozpoczynają piknik przynosząc w garnkach jedzenie. Popołudnie spędzamy znowu na plaży Talipasak, a przed samym zachodem słońca jedziemy do fortu San Andreas.

Tutaj dowiadujemy się, że nadchodzi Tajfun i że wszystkie promy zostały wstrzymane a te, które były na morzu musiały dotrzeć do najbliższego portu. Oznacza to, że na pewno nie wypłyniemy jutro. Idziemy do biura to 2Go Travel i niestety potwierdzają nasze obawy.

Mapka Romblon

28-29.12 w oczekiwaniu na przejście tajfunu, Romblon

Niestety wraz z nadejściem tajfunu pogoda gwałtownie się zmieniła i cały czas pada. Chodzimy codziennie do biura pytać o możliwość wypłynięcia, niestety póki co nadal utrzymywany jest pierwszy stopień zagrożenia tajfunu i musimy czekać.

30.12 Romblon

Jak co dzień wstajemy o 6:00 rano i idziemy do portu pytać czy coś się zmieniło w sprawie promów, niestety słyszymy ta samą odpowiedź. Wobec tych złych wiadomości wybieramy się na śniadanie do włoskiej knajpki, gdzie serwują najlepszą pizzę. Gdy kończymy posiłek właściciel restauracji mówi, że nagle otwarto biuro linii Montenegro. Biegniemy tam i okazuje się, że nasz prom do naszego następnego celu miasta Roksas płynie dopiero 2 stycznia a jedynym promem, który odpłynie w najbliższym czasie jest prom do Batangas dzisiaj o 10:00 rano czyli za jakieś 45 minut.
Przemek zostaje, aby kupić bilety a ja łapię tricycla i jadę prosto do hotelu. Pakuję wszystkie plecaki, płacę za hotel i o 9:50 jestem z powrotem w porcie z wszystkimi rzeczami.
Już wiemy na pewno, że przepadnie nam wcześniej zarezerwowany samolot z Kalibo na Cebu ale trudno takie rzeczy zdarzają się na Filipinach.
Mamy nauczkę żeby niczego wcześniej nie planować, gdyż pogoda potrafi tutaj zaskoczyć w ciągu całego roku. W ostatniej chwili wchodzimy na prom do Batangas.
Nikt nie wie gdzie utkwiły inne promy i kiedy popłyną kolejne więc korzystamy z okazji żeby wydostać się z wysepki. Dopływamy do Odiongan i tu zaczynają się problemy.
Na naszej wysepce otoczonej praktycznie z każdej strony skutki tajfunu nie były tak widoczne a ocean wydawał się dość spokojny, dopiero po wypłynięciu na otwarty ocean widzimy jakie fale nadal szaleją pomimo odwołania alarmu tajfunowego.
Nasz statek próbuje zacumować do portu przez ponad 4 godziny, podpływa i odpływa z powrotem nie mogąc dotrzeć do brzegu gdyż znoszą go ogromne fale, które przelewają się przez pokład.
Jest nerwowo przez parę godzin, w końcu jednak udaje się dobić do brzegu, zabieramy pasażerów i płyniemy dalej przez niespokojny ocean.
Nocka dłuży się w nieskończoność, a statkiem tak kołysze, że wyjście do łazienki jest nie lada wyzwaniem.
W końcu około 5:00 rano dopływamy do Batangas i rezerwujemy bilety lotnicze do Tagbilaran na 14:40.
W Batangas w strugach deszczu wsiadamy do jednego z wielu autobusów czekających w porcie i po 3 godzinach jesteśmy w Manila.
Jemy śniadanie i jedziemy na lotnisko. Około 16:00 lądujemy w Tagbilaran i taksówką za 300 pesos jedziemy do zarezerwowanego wcześniej ośrodka Grand Resort. Jemy kolację i odsypiamy nieprzespaną noc.

31.12 Panglao, Bohol

Rano plaża wygląda zupełnie inaczej, jest cicho i pusto, rozpoczął się odpływ, świeci słońce, a woda jest przejrzysta i ciepła.

Korzystamy w końcu ze słońca i zostajemy kilka godzin na plaży a popołudniu wypożyczamy skuter i jedziemy do portu sprawdzić o której odpływają promy. W drodze powrotnej zatrzymujemy się na kolacji w Bee Farm z organicznym jedzeniem i przepysznymi lodami.

01.01 Bohol

Wcześnie rano wypożyczamy skuter i postanawiamy dzisiaj dotrzeć do Czekoladowy Wzgórz. Droga jest dość długa, a przebycie tych 70 km zajmuje nam ponad dwie godziny. 20 km od miasta Tagbilaran znajduje się las stworzony przez człowieka tak zwany Man made Forest. Ma ponad 2 km długości i składa się z gęsto posadzonych drzew mahoniowych tworzących zielony baldachim.

W drodze na czekoladowe wzgórza mijamy sporo atrakcji między innymi malowniczą rzekę Loboc, na której organizowane są spływy statkami turystycznymi, wodospady, wiszące mosty w Sewilla oraz wyraki, przy których się zatrzymujemy korzystając z wczesnej pory i małej ilości ludzi.

Teasiery są malutkie i śpią w czasie dnia uaktywniając się na polowanie w nocy. Podobno lepsze warunki do oglądania tych małych wyraków są w miejscowości Corella i tam warto je zobaczyć jednak wiemy, że ze względu na odległość, dzisiaj nie będziemy w stanie tam już dotrzeć. Dojeżdżamy w końcu do Czekoladowych wzgórz i wychodzimy na punkt widokowy. Krajobraz jest ładny ale w nie wzbudza nas Wielkiego zachwytu.

W tutejszej restauracji jemy późne śniadanie i postanawiamy wracać tą samą drogą zatrzymując się przy wodospadach Pangas Fall.

Dołączamy do kąpiących się Filipinczyków i po chwili relaksu i rozprostowaniu nóg wracamy do Panglao w ostatnich promieniach słońca. Przed naszym ośrodkiem zatrzymujemy się jeszcze na pyszne, organiczne lody w Bee Farm.

2.01 Bohol - Siquijor

Wcześnie rano docieramy trycyklem do portu i płyniemy jedynym promem na wyspę Siquijor, który odpływa o 10:20. Niestety już w porcie widzimy, że tak cudowne i nieturystyczne miejsca jak Tablas i Romblon skończyły się na dobre, jest tłoczno i turystycznie a do wszystkich kas ustawione są długie kolejki turystów.
Na wyspę dopływamy przed 12:00 i od razu sprawdzamy wszystkie możliwe połączenia na Cebu, których jak się okazuje nie ma zbyt dużo, a najprostszym sposobem wydostania się z wyspy jest powrót do Tagbilaran. Jedziemy jeszcze do drugiego portu ale tutaj sytuacja jest podobna. W końcu jedziemy do naszego ośrodka Bella's Beach Bar, gdzie zarezerwowaliśmy dzień wcześniej noclegi na trzy kolejne dni. Ośrodek jest bardzo ładny i spokojny a z restauracji rozciąga się przyjemny widok na ocean.
Wypożyczamy skuter i jedziemy do Coco Groves Resort gdzie mailowo parę dni temu zarezerwowaliśmy wycieczkę na następny dzień na Apo Island. Jednak na miejscu okazuje się, że wycieczka może się nie odbyć ze względu na nienajlepszą pogodę. Informację o wycieczce dostaniemy dopiero następnego dnia. Korzystamy z wczesnej jeszcze pory dnia jedziemy do wodospadów Lugnason, składających się z 12 mniejszych wodospadów, a każdemu z nich odpowiada inny znak zodiaku. Ukryte w dżungli naprawdę robią ogromne wrażenie, każdy wodospad jest inny i ma swój niepowtarzalny urok. Warto pójść wąska ścieżką do samego końca i zobaczyć każdy z nich aby ostatecznie dotrezć do tego głownego z niecka do pływania i skakania.

 

Dzień kończymy zachodem słońca na malutkiej plaży Paliton Beach, która przypomina nam plażę Talipasak na Romblon jednak ta jest pełna turystów. Na kolację udajemy się do Monkey Business, restaurację prowadzoną przez Polaka, Michała. Wszystko jest smaczne i świeże a klimat restauracji sprawia, ze czujemy się jak na plaży za sprawą wszechobecnego piasku.

3.01 Siquijor

Rano okazuje się, że wycieczka na Apo Island jest odwołana wobec tego jedziemy do portu kupić bilety na jedyny bezpośredni prom do Cebu na godzinę 19:00 tego samego dnia. Oczywiście wszystkie miejsca są zajęte ale udaje nam się kupić bilety na tą samą trasę na dwa różne odcinki, najpierw kupujemy miejsca siedzące do Tagbilaran a potem miejsca leżące do Cebu. Po zakupie biletów jedziemy zwiedzić jedną z największych atrakcji wyspy wodospady Cambugahay.

Jest jeszcze wcześnie więc nie ma dużo ludzi, a wodospady te są faktycznie jedne z piękniejszych jakie widzieliśmy o turkusowym kolorze wody. Spędzamy tu trochę czasu, a gdy już wracamy zaczynają się schodzić kolejni turyści. Jedziemy kawałek dalej i postanawiamy zobaczyć mniej znane wodospady Kawasan Falls. Najpierw idziemy wydeptaną, wąską ścieżką przez pola a następnie docieramy do bardzo stromego i śliskiego zejścia do wodospadów. Nasze wysyłki zostały wynagrodzone pięknym wodospadem o turkusowym kolorze wody, a co najważniejsze nikogo tu nie ma w przeciwieństwie do poprzednich wodospadów. Pływamy i cieszymy się ciszą i spokojem.

Siquijor jest wyspą wodospadów, co chwilę widzimy znaki kierujące do mniejszych i większych wodospadów. Każdy inny i każdy piękny.
Następnym naszym punktem zwiedzania jest plaża Kagusuan. Niestety na miejscu okazuje się, że ktoś ją wykupił i od teraz stanowi zamknięty, prywatny teren. Sama droga jest na plażę jest niezwykła i ukazuje piękno wyspy pełnej kwiatów i zieleni z idealnymi drogami na jej eksplorację skuterem. W drodze powrotnej zatrzymujemy się w małej knajpce na późne śniadania i świeży sok z kokosa. Parę kilometrów przed miastem znajduje się kolejna atrakcja wyspy Century Old Balete Tree drzewo mające 400 lat, przy którym znajduje się mały basen z rybkami Fish SPA.

Wieczorem pakujemy się i jedziemy do portu na prom do Cebu, żałujemy że nie możemy zostać tu dłużej.

4.01 Cebu - Puerto Princessa - Port Barton

Do Cebu przepływamy o 4:00 w rano w dość intensywnym deszczu, jemy szybkie śniadanie i jedziemy na lotnisko gdyż o 10:00 mamy samolot do Puerto Princesa. Po wylądowaniu bierzemy rikszę i docieramy na terminal autobusowy, naprzeciwko którego znajduje się postój dla busów skąd odjeżdżają minivany do El Nido i Port Barton.
Droga zajmuje nam około 3 godzin i już o 16 docieramy do Port Barton i wyruszamy na poszukiwanie noclegu. Niestety Port Barton nie jest już małą, spokojną osadą rybacką, wszędzie jest pełno knajpek a w ośrodkach gra głośna muzyka, turystów też jest dość sporo. Po długich poszukiwaniach w końcu znajdujemy miejsce w ośrodku Eldorado na samym końcu plaży tuż przy morzu. Pokoje wymagają renowacji ale ośrodek ma swój urok a właścicielka dba o wszystkich i pomaga przy załatwianiu najdrobniejszych spraw. Wieczór spędzamy na plaży, a na kolację idziemy do dawnej stołówki Gacayan przy szkole gdzie serwują smaczne potrawy w przystępnej cenie.

5.01. Port Barton

Po późnym śniadaniu wypożyczamy skuter i jedziemy zobaczyć jedną z ładniejszych plaż w okolicy, White Beach. Dotarcie do niej nie jest łatwe nawet na skuterze, gdyż droga jest zniszczona a przez wcześniejsze opady deszczu zdarza się, że w niektórych miejscach jest prawie nieprzejezdna z powodu błota. Plaża należy do ośrodka Amex Beach Resort, w którym znajduje się kilka pięknych domków z widokiem na ocean.

Aby wejść na że należy się zarejestrować w recepcji i uiścić opłatę e wysokości 50 peso od osoby. Plaża w kształcie półksiężyca otoczona jest pasem palm, pomiędzy którymi zawieszone są hamaki. Jest pięknie i spokojnie. Jadąc na White Beat mijamy jeszcze jedną plażę z białym piaskiem i ogromną ilością palm, jest to chyba jedno z ładniejszych miejsc jakie wiedzieliśmy niestety nie ma tu za dużo słońca i trzeba uważać na często spadające kokosy z drzew.

Dzisiaj zostajemy na White Beach i korzystamy ze słońca, hamaków i kąpieli w ciepłej, krystalicznie czystej wodzie.
Na plażę możemy dotrzeć skuterem, pieszo (ok 40 min. z miasta) lub łódką, ktore wypływają z plaży z Port Barton.
Po powrocie do miasta rezerwujemy jeszcze prywatną łódkę na następny dzień.

6.01 Port Barton

Wstajemy wcześnie, pakujemy rzeczy i idziemy do Kathleen gdzie mamy wykupioną na dzisiaj wycieczkę island hopping. Gdy przychodzimy o 8:00 rano okazuje się, że nie ma dla nas łódki i nie została ona zorganizowana pomimo wczorajszych zapewnień przez właścicielkę biura. Wracamy do naszego ośrodka Eldorado i przedstawiamy właścicielce naszą sprawę, obiecuję na jutro zorganizować nam łódkę, wobec tego bierzemy skuter i jedziemy na White Beach spędzić sobie tam kolejny dzień.

7.01 Port Barton island hopping

Miejsca wokół Port Barton są wyjątkowe i warte obejrzenia. Dodatkowym atutem jest fakt, że nie znajdziemy tutaj tłumów turystów.
Wynajmujemy prywatną łódkę abyśmy mogli bez pośpiechu zatrzymywać się tam gdzie chcemy i zaczynamy od snorkelingu na Tween reef. W każdym miejscu rafa koralowa wygląda trochę inaczej, także tutaj jest więcej kolorowych rybek, widzimy też jednego z najbardziej jadowitych węży. Jest wcześnie rano i wyjechaliśmy sporo przed zorganizowanymi wycieczkami i grupami więc jesteśmy tutaj sami. Snorklingujemy tak długo jak tylko chcemy a gdy już nacieszymy się podwodnym światem płyniemy do miejsca znanego jako turtle spot. Gdy dopływamy, już z łódki widzimy przypływającego na żerowisko żółwia. Wskakujemy do wody i obserwujemy jak pożywia się roślinnością na dnie co pewien czas wypływając nad powierzchnię wody. Widok jest niesamowity.

Kolejnym przystankiem jest Exotic Island. Tutaj mamy dłużą przerwę, podczas której nasz kapitan przygotowuje nam lunch. Obok Exotic Island znajduje się wysepka Maxima Island, do której można dotrzeć podczas niskiego stanu wody.

Znajdują się tutaj malutkie, wąskie i puste plaże. Jedną z ładniejszych jest ta, z drugiej strony wyspy, do której prowadzi wąska ścieżka wzdłuż oceanu.

Gdy wracamy nasz lunch jest już gotowy, na stole znajdujemy smażone ryby, kurczaka, owoce, sałatki i ryż. Wszystko jest świeżo przygotowane i smaczne.
Z Exotic Island płyniemy na Paradise Island. Tutaj plaża jest tak malutka, że jedna wycieczka zatrzymująca się na lunch wypełnia ją cakowicie.

Ale sama wysepka jest ładna, zostajemy przez chwilę i płyniemy na pustą wyspę Indaladen. Punkt ten nie znajduje się w wielu programach wycieczek, stąd panuje tu przyjemny spokój a woda jest tak czysta i ciepła, że spędzamy tu długi czas na kąpieli.

Na snorkeling zatrzymujemy się jeszcze na Fantastic reef i płyniemy na Long Beach, najdłuższą plażę w okolicy idealna na spacery.

Dzień kończymy na Pamuayan Beach. Piękna plaża z palmami pochylającymi się do oceanu jest pełna mniejszych i większych rozgwiazd. Jest totalnie pusta i dzika. Na plaży znajduje się tylko jedna mała knajpka a jej właścicielka dysponuje również 3 domkami (1800 pesos za domek ze śniadaniem). Idealne miejsce na wypoczynek na łonie natury bez tłumu turystów.

8.01. Port Barton

Dzisiaj wybieramy się do wodospadu Pamuayan Falls, który znajduje się około godziny spacerem od miasta. Początek trasy biegnie przez zakurzoną budowę nowej drogi, gdy dochodzimy jednak do rozstaju dróg dalej jest przyjemnie i cicho. Jedna z dróg prowadzi do wodospadów, druga na plażę. Najpierw wybieramy wodospad i po skręceniu w prawo idziemy już przez dżunglę i tak jest do samego celu naszej wycieczki. Po drodze widzimy nawet dużą jaszczurkę szukającą pożywienia.
Wodospad Pamuayan ma 8 metrów wysokości i bije od niego przyjemny chłód.

Wracamy do rozstaju dróg i idziemy w lewo w stronę Pamuayan Beach. Droga prowadzi przez piękny gaj palmowy. Plaża jest długa, piękna i pusta. Znajduje się na niej jedna malutka knajpka, a właścicielka posiada 3 domki na wynajem.

Idealne miejsce na wypoczynek, więc spędzamy tutaj większość dnia. Wracamy do miasta późnym popołudniem w asyście dzieciaków wracających ze szkoły.

9.01 El Nido

O 8:00 rano wyjeżdżamy minivanem do El Nido. Dojeżdżamy na miejsce około 12:00 i idziemy na miasto zarezerwować jakąś łódkę na następny dzień. Okazuje się, że nie jest już to takie proste odkąd zmieniły się niedawno przepisy. Po pierwsze łódkę można wynająć tylko w licencjonowanym biurze, po drugie cena prywatnej łódki wzrosła między 9 tys a 10 tys peso za łódkę. Kolejną zmianą jest to, że przy opcji wycieczki A mamy do wyboru Small lub Big Lagoon nie popłyniemy już na dwie Laguny podczas jednej wycieczki. Nie można również zrobić Combo Tour, dwóch wycieczek w jeden dzień. Chodzenie po biurach i ustalenie tego wszystkiego zajęło nam większość dnia. Po południu wybieramy się rikszą na Nacpan Beach. Plaża jest naprawdę piękna i pomimo tłumu turystów zaraz przy wejściu gdzie są leżaki i bar dalej jest już pusto. Plaża jest długa i bardzo szeroka i pusta.

Spacerujemy aż do zachodu słońca, na który jedziemy do Las Cabanas Beach. Plaża jest zatłoczona i głośna ale zachód słońca jest magiczny.

Wracamy wieczorem do głośnego, zatłoczonego i bardzo turystycznego El Nido. Postanawiamy wykupić wycieczkę z grupą za 2000 peso za osobę z kajakami a dwie wycieczki prywatne zostawiamy sobie w Coron. Tutejsza cena za łódkę prawie 10000 peso znacznie przekracza nasz budżet.

10.01. El Nido

W związku z bardzo wysoką ceną za łódkę decydujemy się na wycieczkę w grupie i wykupujemu ją w Art Cafe. W porcie jest taki ruch, że samo wypłynięcie z niego trwa ponad godzinę. Najpierw dopływamy kajakiem do łódki, które później manewrują między sobą i odplątują się aby wyjść z portu. Island hopping zaczynamy od Big Lagoon i jakimś cudem jesteśmy tu sami. Jest przepięknie, przesiadamy się na kajaki i pływamy po lagunie a na koniec zatrzymujemy się na maleńkiej plaży na początku laguny.

Gdy wsiadamy do łódki podpływają kolejne łodzie, z których wysiadają tłumy turystów. Kolejnym punktem jest snorkeling a zamiast lunchu na plaży Shimzu jemy na statku po drugiej stronie wyspy ze względu na duży wiatr i wysokie fale. Po lunchu złożonego z ryb, warzyw, mięsa, ryżu, sałatek i owoców płyniemy na Secret Lagoon. Wchodzimy przez wąską szczelinę i ze względu na dużą ilość ludzi możemy tu zostać tylko przez chwilę. Obok Secret Lagoon znajduje się przepiękna, mała plaża. Niestety przewodnik zbiera nad już po chwili i płyniemy na Seven Commando Beach i spędzamy to ponad dwie godziny.

Jesteśmy troszkę zawiedzeni, że nie mieliśmy dodatkowego przystanku zamiast Shimzu Beach i że nie mogliśmy zostać dłużej na naprawdę uroczej plaży obok Secret Lagoon. Dwie godziny na Seven Commando Beach to za dużo i zdążyliśmy się już porządnie wynudzić, w dodatku już o 15:00 wracamy w stronę portu.

11.01 El Nido - Coron

Wstajemy o 4:00 rano i o 5:00 Jesteśmy już w porcie. O 6:00 wypływamy szybkim promem do Coron. O ile na początku podróż jest dość spokojna nagle wychodzi członek załogi i rozdaje wszystkim woreczki. Zaczyna się prawie godzinny koszmar, podczas którego promem kołysze na wszystkie strony. Do Coron docieramy grubo po 11:00 zamiast o 9:00 jak chwali się Montenegro. Zatrzymujemy się w pensjonacie Apo Guest House i organizujemy sobie tutaj prywatną łódkę na następne 2 dni. Wypożyczamy też skuter i jedziemy zobaczyć dwie plażę Cabu Beach i Bali Beach, które znajdują się za ciepłymi źródłami. Warto pojechać do Conception Falls około 40 km za miasto, niestety przez to, że prom się tak bardzo spóźnił już dzisiaj nie zdążymy. Podobno najładniejszym miejscem jest plaża Ocam Ocam 70 km od miasta oraz Marcilla, do której droga prowadzi przez góry. Trzeba jednak być dobrym kierowcą gdyż drogi nie są tutaj najlepsze. Zostajemy chwilę na plaży Cabu Beach i wracamy do miasta na obiad a wieczór spędzamy na ciepłych źródłach (200 peso za osobę). Pomimo dość sporej ilości osób jest naprawdę przyjemnie. Źródła te są jednymi z nielicznych na świecie z gorącą słoną wodą. Ich temperatura waha się między 38 a 45 stopni. Są naprawdę świetnym miejscem na spędzenie wieczoru i podziwiania stąd zachodu słońca.
Coron jest o wiele spokojnieszym i mniej turystycznym miejscem niż El Nido. Wydaje nam się, że jest tu nawet mniej turystów niż w Port Barton. Warto zostać tu dłużej.

12.01 Coron, island hopping

W pensjonacie, w którym się zatrzymaliśmy właścicielka rezerwuję nam prywatną łódkę w biurze Twin Travel Tour za 4 700 pesos. Wcześnie rano jemy śniadanie i zostajemy odebrani przez kierowcę z biura i zawiezieni do portu gdzie po wypełnieniu licznych papierów możemy płynąć. Naszym pierwszym celem jest wyspa Bulog Dos Island. Wysepka jest przepiękna a obok niej kolejna z długim sunbarem, na który można przepłynąć podczas odpływu. Wokół obu wysepek znajduje się przepiękna kolorowa rafa z mnóstwem rybek. Snorkelingujemy długo w ciepłej i przejrzystej wodzie. Jest tak pięknie, że moglibyśmy tylko tutaj zostać cały dzień nie nudząc się przy tym ani przez chwilę.

Następnym przystankiem jest wyspa Malcapuya Island, kolejna perełka. Ma długą, piękną plażę z gajem palmowym. Gdy idziemy do końca okazuje się, że za skałami jest kolejna malutka plaża. Zostajemy i mamy własną, prywatną plażę pomimo, że na całej wysepce jest może paru turystów. Zostajemy tu dłużej i jemy zabrany z miasta lunch w tym wyjątkowym miejscu.

Ostatnią odwiedzona tego dnia wyspą jest Dinatayan Island z sandbarem. Gdy przypływamy nadciągają chmury, lecz już po chwili wychodzi słońce i delektujemy się pustą wyspą. Również tutaj jest piękna rafa koralowa, szczególnie kawałek dalej od brzegu.

Wracamy do portu w zachodzących promieniach słońca.
Coron skradło moje serce. Jest tu o wiele spokojniej i mniej turystycznie niż w El Nido. W ciągu całego dnia widzieliśmy tylko parę łódek. Wszędzie o pusto i spokojnie.

13.01 Coron Island hopping

Tak jak poprzedniego dnia wstajemy wcześnie rano i już o 7:00 odbiera nas kierowca z biura i jedziemy znowu na przystań. Kolejne formalności, wypełnianie papierów i przed 8:00 wyruszamy w stronę Kanyangan Lake (wstęp 300 peso za osobę). W związku z tym, że jesteśmy bardzo wcześnie i wyruszyliśmy przed innymi grupami jesteśmy tu sami. Jest pięknie a woda jest krystalicznie czysta o zielonkawym kolorze.

Kolejnym miejscem do którego płyniemy jest Twin Lagoon. Tutaj również nie ma jeszcze dużo ludzi aczkolwiek nie wygląda na to, aby gdziekolwiek było tak tłoczno jak w El Nido. Podczas 2 dniowego island hopping widzimy tylko kilka łódek. W Twin Lagoon zakładamy obowiązkowe kamizelki i pływamy w jej zimnych wodach.

Kolejnym miejscem które odwiedzamy jest Barracuda Lake i tutaj również możemy się kąpać i spędzać tyle czasu ile chcemy.

Gdy wracamy na łódkę słońce grzeje już mocniej, jest też cieplej więc płyniemy na snorkeling na jedno z ładniejszych tutejszych miejsc tutaj Siete Pecados. Rafa jest bardzo różnorodna i kryje w sobie mnóstwo kolorowych rybek. Spędzamy w wodzie tyle czasu że zdążyliśmy troszkę zmarznąć dlatego płyniemy na plażę. Zaletą prywatnej łódki jest to, że możemy płynąć gdzie tylko chcemy i przebywać w danym miejscu bez ograniczeń czasowych. Prosimy naszego kapitana żeby zabrał nas na plażę, której nie ma w programie innych wycieczek i tak po chwili przypływamy do maleńkiej plaży wciśniętej między skały.

Jesteśmy tu tylko my i całą plażę mamy dla siebie, możemy odpoczywać nurkować robić co chcemy i jak długo chcemy. Gdy już nam się nudzi jedziemy na kolejną plażę gdzie już przy brzegu pływają kolorowe żółte rybki.

Gdy zaczynamy się zbierać na łódkę pogoda płata nam figle i zaczyna padać. I tak musimy wracać, dziś mamy prom do Manili. Dzień był piękny i cudowny, kolejny raz przekonujemy się o tym jak piękne i spokojne jest Coron w porównaniu do El Nido.
Wracając z portu zatrzymujemy się jak zwykle w Food Corner, jemy późny obiad i wracamy do Guest Housu, kąpiemy się pakujemy i jedziemy do portu na prom do Manili czas wracać do domu.

Galeria


Tablas

Romblon

Bohol

Siquijor

SiquijorSiquijor

Port Barton

El Nido

Coron

 

Opublikowano 20.02.2019 o 14:00 przez Katarzyna Markowska

Szybkie Linki

Odwiedź nasze studio

Podróżuj z nami...

Korzystając z tej strony wyrażasz zgodę na korzystanie przez nas z plików cookies. Cookie Policy. UKRYJ WIADOMOŚĆ

Copyright ©2019 Globtroterzy

Designed by Aeronstudio™